środa, 14 stycznia 2009

Przypowieść o Umku / "Ja jestem z Włocławka"


I stało się. Wpadli. I to nie raz. Niee, nie dziad z panną E. Wszechświat i Nicość. Jako, że Algorytm Wieczności trwał i działał, nie mieli zbytnio czasu na wychowywanie potomstwa, a nie było jeszcze wtedy wielowątkowości i wieloprogramowania, więc nie mogli się rozdwoic. Rodzice umieszczali dzieci w kołyskach mgławicowych, gdzie otulone kołderkami z gwiezdnego pyłu spały i wcinały kaszkę z ciemnej materii. Dieta ta nie pozostała obojętna dla ich charakterkow. Gdy podrosły, ( jak to dzieci ) zaczynały rozrabiać. Ich ulubionym miejscem zabaw była Ziemia. Tam też zamieszkały. Zmieniła się także ich dieta, od teraz pożywiały się ludźmi. Długo trwało zanim ustalono jakiekolwiek zasady między Dziećmi, a ludźmi. Zasady pożywiania się ma się rozumieć. Dzieci, które ludzie uważali za smoki upodobały sobie dziewice. Te, które żyły w morzu - Lewiatany i Wielkie Kałamarnice - wolały raczej statki i marynarzy, a inne jak Cthulhu tworzyły małe lub wieksze kulty.. No, ale to inna bajka..
Czas mijał, świat zmieniał się, zmieniali się ludzie. Zaczynało wszystkiego brakować - tak żaglowców, jak i dziewic. Wtedy Dzieci zwróciły się do rządów wszystkich państw. Na początku nie mogli się dogadać.. Wybuchła jedna wojna, druga.. W koncu umówiono się, że każde Dziecko zamieszka w jakimś mieście uniwersyteckim, a i imię po nim odziedziczy. Do wyboru. Jako, że Dzieci w dzisiejszych czasach dużo spały, bo podrosły już i zleniwiały ( jak to dzieci ), to i jadły rzadziej. Od tej pory na końcu każdego semestru akademickiego te Małe Potworki wcinają biednych studentów, którzy odpadli lub zrezygnowali. Jednym z tych krwiożerczych Urwisów był Umk. Śliczne stworzenie o 20 mackach, szerokim najeżonym wielkimi zębiskami uśmiechu, zamieszkujące Rzekę, Po Której Niejeden Chodził Wisłę. Słucham ? Że, co, że niby nieprawda ? Rozmawialiście z kolegą, co odpadł tydzień temu ? A, tak. Umk nie ma łatwego życia. Zwłaszcza, że teraz student może i 100 lat studiować. Te wszystki poprawki, warunki, powtarzania, zmiany kierunków i miast nie ułatwiają sprawy. Gdy teraz Umk ostrzy zęby przed kolejną sesją, na Wrzosowej 51 coś zadzwoniło..
Moje myśli mówiły tylko jedno. "Maciek kurwa, ja pierdolę wyłącz ten budzik". Nie ma obleśniejszego dźwięku na całej Ziemii niż budzik Maćka. Ni to rozbuchany seksualnie komar na extasy, ni straszliwy śpiew lelka kozodoja oznaczający śmierć. Żeby to było raz. Nie, no po co. . Maciek jest z Włocławka. Nazwisko ma z Litwy ponoć, czym szczyci się niezmiernie, a przyzwyczajenia nie z tej Ziemii. Nim wstanie, budzik musi dzwonić około 10-15 razy w ciągu kolejnych 2 godzin ustawiony na godzinę wczesniej przed właściwym powstaniem jaśnie pana litewskiego szlachcica. Oto portret sporządzony przez dziko rosnące przed domem ogórki małosolne o właściwościach halucynogenno-chwytliwych:

Maciek jest fanem leżakowania do bólu. Dopóki może to leży, a jak już nie może to się kładzie. Ma tylko kilka środowisk życia, w których czuje się optymalnie: ekosystem łóżka z jego małym burdelikiem na około, ekosystem łazienki dokąd idzie najpierw, gdy już wstanie, przestrzen aneksu kuchennego, a także Starówki Toruńskiej z całą jej mnogością klubów, dokąd to idzie gdy już nie może, z rzadka też chadza na WMiI. Po kolei.
Łóżko jest dla Macieja jego twierdzą. Ostoją spokoju, miejscem zabaw i edukacji. Nigdy nie ścielone. Nigdy. Obok łóżka leżą ubrania, te czyste i te brudne. Minigrą dla Maćka jest odróżnianie czystych od tych drugich. Dla mnie niestety jest to zbyt trudne. Leza tam tez talerze, sztucce i kubeczki, srednio 50% tego typu rzeczy z calego mieszkania. W 95,5% brudne. W niedalekim sąsiedztwie łóżka MUSI stać Okno Na Świat. Do niedawna był nim IBM coś-tam coś-tam z Anglii przywieziony przez siostrę pana M., lecz ostatnio pojawił się także nowy przyjaciel Maciusia - jeśli się nie mylę HP Pavillion cośtam. (Kolejny raz dzwoni budzik). Innymi słowy, Maciek na łóżku pije, je i żyje. To chyba jakiś rodzaj symbiozy, między mikrobami zamieszkującymi okolice łoża księcia litewskiego, a nim samym.
Do łazienki Maciek chodzi ze swoim nowym ulubionym przyjacielem, co znacznie wydłuża czas tam przez niego spędzany. Niektóre źródła sugerują, że to wszystko przez porno. Racja. Wszystko przez Porno! Odejdźmy jednak od polityki.
Kolejnym ważnym miejscem, które często Maciek blokuje jest aneks kuchenny. Gotuje tam przeróżne dziwne rzeczy nadużywając ostrej papryki z POLO (tm), niegdyś zwykł też robić zupy (całkiem smaczne Maciuś :> ).
Jednym z ulubionych przez szlachcica przedmiotów jest lustro. Czesanie się Maćka mogłoby otworzyć nowy rozdział w historii fryzjerstwa i kosmetologii. Odbywa się na 2 lustra, grzebień i arabską gumę do włosów i trwa conajmniej 7 i pół minuty.
Gdy już Maciek się uczesze, może iść w 3 miejsca. Pierwsze trywialne - POLO, o nim nie będziemy się tu rozpisywać.
Drugie - impreza. Gdzie Maciek nie pójdzie tam wypije, gdzie wypije tam się bawi. Pije dużo, a bawi się jeszcze więcej. Nie znam bardziej imprezowego typa na roku. Głównym celem zabawy jest zdobycie numeru/ów. Numer oznacza kobietę. Kobiety to numery. Mogą też mieć rozmiar stanika, imię, albo wydział/kierunek, na którym studiują, tak aby można je było jakoś wpisać do książki adresowej. Książe czasem się z nimi spotyka, czasem potekstuje, a czasem napisze na gg. Czasem :] W miedzyczasie poluje na nowe numery.
Trzecie - WMiI. Maciek studiuje tak jak i ja informatykę. Nie lubi wykładów pana Piotra Człowieka z Charakterem D., lubuję się natomiast w wywodach pani Mirosławy Czy Można Głośniej S.. Umk już od pierwszego roku poluje na Maćka, bo ma on swój własny oryginalny sposób na zmuszanie się do działania. Najpierw opierdolić wszystko co się da. Niby się uczyć, próbować się starać, coś tam.. Ale niestety.. Same 2. Wtedy Maciek zbiera w sobie całą energię i zdaje kilka/naście/dziesiąt poprawek. Niesamowite. A Umk wtedy płacze głodny :< Tacy studenci ponoc smakuja najlepiej..
Kiedyś, gdy Maciuś był naje..pijany mocniej, niż zwykle objawił mu się Umk. Był jednak Księciu niestraszny, bo ten gdy Dziecię w przemienionej postaci stanęło mu na drodze rzekł: "Co Ty koleś, ja jestem z Włocławka, tam można wpie**** dostać.". Umk stanął jak wryty, podwinął ogon i zwiał. Czeka tylko, aż Maćkowi kolejny raz powinie się noga na egzaminie. Idę zjeść coś i na PRR..

czwartek, 8 stycznia 2009

Podanie o zapętleniu rzeczywistości


Odejdźmy na chwilę od perypetiów na Wrzosowej, by uzyskać szerszy obraz czegoś, co nastąpi później..
Był czas, gdy Wszechświat zdziczał. A zdziczał jeszcze zanim powstali studenci. Dziwne, nieprawdaż? Był całkiem mały. Tyci. Jak pierwsze pendrive'y. Zemdlony płynącą przezeń lawą, wzdychający ku wielkiej jego miłości Nicości, która nijakie okazywała zainteresowanie. A trzeba wam wiedzieć, że wtedy byli tylko oni dwoje i nikogo więcej nie było. No nudy po prostu. Czas wlókł się straszliwie jak sanki po piasku, bo niby gdzie miał się spieszyć. Nikt i tak nie zwracał na niego uwagi, bo nie było jeszcze zegarków. Wszechświat i Nicość koegzystowali sobie w zupełnie innym niż Czas wymiarze, pochłonięci z resztą bez reszty swemu wzajemnemu z-kobiety-strony-egoistycznemu istnieniu..
"On zimny, ona gorąca.." e, odwrotnie.. I trwało by to tak jeszcze eony, nie było by zimy, ni lata, Ślimaka Getyńskiego, ani zapiekanek na Szerokiej z niedobrym ketchupem z Biedronki..
REKLAMA:

PO REKLAMIE:
I wtedy Wszechświat trochę się ogarnął. Troszeczkę. Tyci. Był nieśmiały, a za wszelką cenę chciał wyrwać Nicość. Nie wiedział dokładnie, co będzie potem, ale pewnie coś by wymyślił. Jako jedyny wtedy miał umiejętność wymyślania czegoś i potem dawania temu życia. A Nicość, jak to kobiety.. Nic tylko rozmyślała o niebycie, samobójstwach, Czarnych Ciemnych Dziurkach.. ekhem. Kobiety. W międzyczasie Wszechświat wymyślił Protokół Zalotów. Wszyscy dziś wiemy o co chodzi, że trzeba zagaić, uśmiechnąć się i takie tam ,ale wtedy było to trudne, a protokół był bardzo dziurawy, zrobiony na prędce i z tego względu niebezpieczny. Jeden zły request czy błąd przesyłu i mamy naruszenie kontinuum czasoprzestrzeni, cofkę Czasu, Dziurę w Całym, panikę jądra kosmosu i End.NiezłyBighos(). W takiej sytuacji zostaje tylko zimny reset. :(
Jednak tak się nie stało i wszyscy istniejemy. Wszyscy oprócz kultu Wiecznie(Pijanych,Śpiących), którzy to znaleźli sposób by żyć w M/międzyczasie.. może kiedyś do tego wrócimy.
Okazuje się, że w Protokole Zalotów był spory bug. Wszechświat - pantoflarz jakich mało - umieścił w PZ zlecenie Gift, aby osłodzić ekhm, jeszcze nie było cukru..Unimilić byt swej pani. Nicość z chęcią na nie odpowiadała, a polegało ono na tym, że Wszechświat wymyślał różne cuda dla swej wybranki, a ona je przyjmowała okazując wzamian coraz większe zainteresowanie i zrozumienie dla jego miłosnych intencji. Od tego czasu cały czas się powiększa by unieść podarki ukochanej i spełnić coraz większe i oryginalniejsze jej zachcianki ;) . W tym miejscu historia się zapętla, poloniści rzekli by, że się zaczyna bądź tworzy, a Majowie stwierdzili, że właśnie się skończyła. Nicość z radością przyjmuje podarki i składa requesty na nowe, a Wszechświat biedny nie dość, że dźwiga wszystkie jej zabawki, to jeszcze cały czas obdaruwuje ją nowymi.. I tak powstają galaktyki, gwiazd miriady, kolorowe wstążki, lody na patyku i tanie wina..
Starsi powiadają, że świat się skończy, gdy Wszechświatowi wszystko wypadnie z rąk w Nicość.. Tak, wiem.. Nie pytajcie. Mnie też przeraża to "wszystko" w nią.. Inni mówią, iż Koniec nastąpi, gdy Nicość pójdzie do łóżka z Wszechświatem.. lecz to już się stało! I wynikły z tego całkiem ciekawe konsekwencje, lecz o synie chaosu, wielkiej rzece i mieście piernika innym razem, bo już śpiący jestem i zimno w palce..

Add1.
Nie traktować serio wpisów na temat kobiet, bo:
a) bardzo lubię kobiety,
b) N była wtedy jedyną, więc wszystkimi => wszystkie kobiety były takie :> a teraz juz tylko część

wtorek, 6 stycznia 2009

Zamek z miliarda płatków śniegu i 4 bryłek lodu


Powoli wybudzam się.. Ciepły.. ciepły, lepki od marzeń sen. Zimno. Zimniej. 13 stopni Celsjusza. Żyjemy w lodowym zamku. Oblizujemy małe nagie sopelki, popijając Soplicę z zamarzniętego wodospadu w łazience. Mróz obgryzuje tafle szyb pozostawiając na nich ślady wyrzynających się ząbków. Zima. Zaszronione garnki błyszczą ślicznie w promieniach wschodzącego Słońca. Zastanawiam się.. czy zacząć składać mu hołd. A nuż będzie kurwa cieplej !? Nie.. To jakaś dziwna, niesamowita siła dba o nasze posklejane mrozem portfele, banknoty rozpadają się z zimna, pozostawiając tylko drobne do wydania w Polomarkecie.. REKLAMA



PO REKLAMIE.
To wszystko sprawka Lodowego Dziada, Pana Dzień Dobry Złotej Rączki Grozi Śmiercią inż. Hrabiego M. , w którego lokalu przędziemy nici swego żywota. Oto jego rycina sporządzona przez anonimowego artystę malarza. Zacznijmy od początku..
Mr M. poznaliśmy z kolegami we wrześniu. Była złota polska jesień, czyli standardowo wszystko razem z latem umierało, a Słońce starało się ratować całą sytuację przyświecając letnio jak gdyby nigdy nic, co jakiś czas kasłając wiatrem słonecznym. Gdy już dotarliśmy do raju na Wrzosach, oczarowało nas to miejsce niczym hobbitów Rivendell i postanowiliśmy tu pozostać. Ok, ok, tak naprawdę to było tanio. Nawet bardzo stosunkowo. Po tym fakcie i moich opowieściach o uroczym starszym Panie M. usłyszałem o nim prawdy od ludzi, którzy się właśnie stąd wynosili. Ciekawostka. I tak jak mi wspominano.. Hrabia przybywa co jakiś czas, średnio co 10-15 dni na swoim dzikim rumaku, by zebrać od nas daninę. Co jakiś czas przyczepia pinezkami żądania haraczu na Tablicy Na Dole od przeróżnych instytucji. "Wierzcie mi, powiadam: nie ja was ograbiam, lecz oni..".
Pan hrabia jest także fanem przepisów BHP. Przy każdym możliwym urządzeniu elektrycznym jakie stoi w lokalu, zamontowana jest instrukcja obsługi i ostrzeżenia. Gdy dotrze moja karta pamięci to wrzucę zdjęcia, bo jest na co patrzeć. A to "Grozi śmiercią", "Nie włączać". Dostajemy też porady życiowe np. jak korzystać z umywalki by optymalnie umyć naczynia. Serdecznie dziękujemy!
Za każdym razem, gdy Pan nadchodzi, przychodzi On w ciszy skrzypiących schodów i cierpieniu. Czasem sapaniu. Potem rozlega się głośne i rozentuzjazmowujące "Dzień dobry!" brzmiące jak głos Quorthona gdyby dożył sędziwego wieku. Po tym fakcie pan M. zagląda do pokoju koleżanki E., o której później. Wita się z całym wesołym domkiem i mówi, że nie będzie przeszkadzać. No przecież. Nie, nie on nie będzie przeszkadzać. Nie no jak to. Przecież mówił, że nie będzie. I robi swoje.. Czasem schodzi na Dół. Ma tam kanciapę, którą z reguły skutecznie zastawia rower kolegi Z. Nikt nie wie co znajduje sie w środku. Mówią, że trzyma tam zwierzęta leśne w słoikach i że produkuje literaturę.
Pan M jest istną złotą rączką. A to nam blacik zrobił, żarówkę przyniósł, drzwi u kolegi Z( nie, nie zenon) naprawia już 5 tydzień, a jak trzeba to i życzenia złoży świąteczne, mnie nawet 2 razy. Hrabia jest już posunięty przez czas i słabo słyszy. Ostatni szalony nam nawet odśnieżył śpiącą neodżunglę przed wejściem (Neodżungla śpi, bo zimno, też bym spał, ale studiuję :( ).
O czym to ja chciałem.. Aha, dlaczego jest zimno. Otóż, w łazience stoi piec gazowy, który grozi śmiercią. Na dworzu blizzard, więc jest włączony. Na "jedynkę". Hrabia powiada: "Załóżcie po 3 swetry i 2 koce, a zimna bać się nie musicie. Lecz jeśli 2 założycie i podkręcicie ogrzewanie, sam diabeł z piekła przybędzie i będzie wam grzał ogniem piekielnym, później przyjdzie czas zapłaty i będzie płacz i zgrzytanie zębami, bo oto diabeł kazał wam będzie wszystko razem z duszą oddać."
No i nie grzejemy.

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Sześć !












Dziś jest gulash, ale nie taki zwykły - ze słoika.
Przynajmniej nie taki jak na wedwoje.pl - ze świńskich serc. Nie ma w tym nic absolutnie nic przewyśmiewczo-komicznego. Był też, to dobre słowo, był egzamin. Zdany, zdany w lodowcowy dzień i bez krztyny pokiereszowanego trochę stresem wstydu i satyry można od niego przejść do chłodnego pseudo-piwa malinowego z konserwantem, na które akuratnie miałem ochotę. Tschas napiss'ać. A...
Nie przywitałem się. HELL-O))). Jestem Grz i wbrew pozorom to ja rządzę w tym studenckim burd.. ehm mieszkaniu. Mieszkają ze mną przeróżne dzikie i na-wpół udomowione zwierzęta leśne różnych rozmiarów, krzywości z innych wymiarów i odległości kosmosu pozostawione na łasce Umka. O Nim kiedy indziej. O nich też ( gdyby były oprócz wielkich i zwykłych liter jakieś mniejsze, to na pewno użyłbym ich w tej właśnie nie innej chwili pisząc "nich" ). Nich są niedobrzy i nie myją naczyń. Nie wyprzedzajmy jednak faktów..

Piszę bez ładu i składu porcelany, ostygł mi gulasz, a ten obrazek tu nie pasuje, bo kradziony. Poza tym tu nie ma tabulatorów :< !!!!!!111